Gierki słowne. Język na potrzeby biznesu

Gierki słowne – każdy z nas się z nimi spotyka, a może nawet sam używa. Wciąż zastanawiamy się, jak mówić, by komunikat przemówił do odbiorcy. Powinniśmy popracować nad językiem, a może… przestać nad nim pracować?

 

Gierki słowne, czyli dlaczego nasz język kuleje?

W kilku ostatnich latach można zaobserwować tendencję do upraszczania języka. Gierki słowne stosowane są na każdym kroku. I nie jest to bynajmniej chwilowy trend, ale efekt zmieniającego się rynku i form komunikacji. Chociaż korporacje i duże firmy przyjęły już tę strategię, inwestując w specjalistów dbających o właściwą formę treści, nadal zalewają nas teksty mało zrozumiałe, mówiące dużo o wielkich ideach, a mniej o konkretach.

 

Czasy się zmieniły, treści nie

Nadal korzystamy z nieaktualnych już form komunikacji. Firmy, które powstały po 1989 roku, naturalnie przejęły styl nieprzyjazny czytelnikowi: podniosły, formalny, mało konkretny. I chociaż od tego czasu dużo się zmieniło, nadal w wielu firmach jest on kontynuowany. Historycznie polszczyzna wywodzi się z języka literackiego. Korzystały z niej elity, a literatura nie konkurowała z telewizją czy Internetem. Wydaje nam się, że będziemy uważani za specjalistów, jeśli będziemy używać zawiłego języka. Dość ryzykowna strategia, ale bardzo często powielana.

Język sprzed 30 lat nie jest dostosowany do obecnie panujących trendów czy rozwoju technologii. Dzisiaj konsumujemy wiedzę, a że jest jej dużo, należy zmienić sposób jej prezentowania. Żyjemy w szumie informacyjnym. Mimo że wszyscy tego doświadczamy, firmy nadal uparcie tworzą treści według przyjętego wzoru, nie biorąc pod uwagę potrzeb klienta, który jest zalewany setkami informacji z różnych kanałów komunikacji. Chce konkretu, zrozumiałego przekazu – nie długich, górnolotnych treści.

 

Zbyt wiele wagi przywiązujemy do stylu i kształtu komunikatu

Specjaliści od PR-u i marketingu w dużej mierze skupiają się na kreacji: wyszukanych grafikach i rozwiązaniach technologicznych, zapominając o języku. Prawda jest taka, że nawet najlepiej dopracowany graficznie materiał okaże się bezwartościowy, jeśli nie będzie zawierał trafnego, zrozumiałego dla odbiorcy komunikatu.

 

Treści bez treści

Czytając treści na firmowych witrynach internetowych, nie da się nie odnieść wrażenia, że w dużej mierze komunikaty są nieprzemyślane. Piszemy w pośpiechu, nie zastanawiając się nad DNA tekstu.

  • Często powielamy schematy – „Firma powstała w roku 1989. Jej założycielem jest…”. Takie sztampowe treści powodują, że nasi potencjalni klienci nie docierają nawet do nazwiska założyciela. Odbiorcy szanują swój czas i my – marketingowcy – też powinniśmy to robić. Inaczej nasze firmy przestaną być traktowane na poziomie partnerskim;
  • Przyjmujemy ton opiekuńczy w postaci wyrażeń typu „w czym moglibyśmy Państwu pomóc?”, choć to przecież klient chciałby dowiedzieć się, w czym my możemy mu pomóc;
  • Stosujemy zwroty „wydmuszki”. Mówimy o strategii firmy i jej założeniach, stosując te same określenia, np. „wyróżnia nas najwyższa jakość”, jednak nie potwierdzamy tego konkretnym przykładem. Tworzymy za dużo ogólnikowej treści i zapominamy o konkretach.

 

Mimo wszystko musimy pamiętać o tym, by nie popadać w skrajności. Jeśli otrzymujemy pismo urzędowe, oczywistym jest, że oczekujemy pewnej oficjalnej formy. Pożądane są zwroty „Szanowna Pani” czy „Drogi Kliencie”, jednak czy tekst koniecznie musi ono być napisany w formie bezosobowej? Tutaj pewne zmiany też są oczekiwane.

 

Nie gierki słowne, a konkrety. Jakie mówić?

Twórzmy teksty zbudowane z krótkich zdań

Treści zbudowane z krótkich zdań złożonych z niewielkiej ilości słów są łatwiejsze w odbiorze. Dopasowujmy długość i formę treści do środka przekazu – jak potwierdzają badania, na blogach będzie to średnio 8-10 wyrazów w zdaniu, ale już w prasie średnio 15-18 wyrazów.

 

Pamiętajmy o celu

Strona internetowa powinna jasno komunikować, czym zajmuje się firma, jakie produkty lub usługi oferuje. Klient oczekuje konkretnych treści, unikajmy więc rozbudowanych opisów. Na głębsze treści i analizy jest miejsce w innych środkach przekazu – m.in. na blogu.

 

Stosujmy formy osobowe

„Dla Pana/”Pani” buduje mur komunikacyjny pomiędzy firmą a klientem. Firma odbierana jest jako bezosobowy twór. A my – zarówno jako twórcy, jak i odbiorcy treści – lubimy rozmawiać i współpracować z ludźmi, którzy mówią bezpośrednio do nas.

 

Sami decydujmy, co ma się znaleźć na naszej stronie

Poświęćmy czas na przeczytanie i analizę tego, co ma nas prezentować, nawet jeśli piszą to za nas specjaliści. Pamiętajmy, że to właśnie my znamy najlepiej naszą firmę – dotyczy to szczególnie mniejszych firm.

 

Róbmy reaserch

Zanim wyślemy teksty w rynek, spytajmy kilku osób, czy są one czytelne i czy wynika z nich jasny przekaz. Przełożenie tego, co my mamy w głowie, na konkretny komunikat dla innych wcale nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać.

 

I na koniec – jeśli klient ma do wyboru dwie firmy o tym samym profilu, na pewno podejmie współpracę z taką, która mówi do niego ludzkim głosem.